Chryzantemy...
Zaduszki wprawdzie minęły, ale nadal aż się w oczach mieni na wspomnienie kolorowej powodzi. Różnokształtne, kuliste i te o długich „wąsach”, białe, żółte, fioletowe...W doniczkach, w wieńcach. Niezmiennie przychodzi mi na myśl Japonia, która też ma swoje święto Zmarłych, tylko że w lecie.
O-bon obchodzony jest od 13 do 16 sierpnia. Wtedy duchy przodków wracają na ziemię, Japończycy (oczywiście nie wszyscy) zaś idą na cmentarze i zapalają białe latarnie z rodzinnym herbem, żeby oświetlić im drogę. Na progu domów też stawiało się ognie powitalne –
mukaebi i tak samo żegnało latarniami –
okuribi. Czasami były to łódeczki z latarenkami i ofiarami puszczane na rzece. W świątyniach odprawia się modły. Ci, którzy mają w domu rodzinne ołtarzyki, stawiają na nich bardziej wyszukane niż zazwyczaj potrawy dla swoich bliskich zmarłych. No i po zmierzchu, często do późnych nocnych godzin, odbywają się
bon-odori, czyli rytualne tańce ku czci duchów; przy wtórze bębna, w który wali bębniarz usadowiony na drewnianej platformie,
yagura, ozdobionej różowymi lampionami, tancerze poruszają się w rytmicznym tańcu – a tancerzem jest każdy, kto chce wziąć udział w tym tańcu dla duchów, które krążą nad głowami i z zaciekawieniem obserwują, co się dzieje na ziemi...
W Kioto rozpala się wielkie ogniska na otaczających miasto wzgórzach -
Daimonji czyli znak oznaczający "wielki",
Myō/Hō, odnoszący się do nauk buddyjskich;
Funagata w kształcie łodzi,
Hidari Daimonji czyli znak oznaczający "duży",
Toriigata w kształcie bramy świątynnej. To jest
Gozan no okurabi, zwane także
Daimonji.
Odchodzą
Głęboko we mgłę
Chryzantemy.
(
Sampu 1647-1732)